Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę. - św. Augustyn
Wpisy
































Ale się porobiło! Świąt mamy pod takim dostatkiem, że przebierać można i swiętować niemalże codziennie.
W zeszłą środę mieliśymy Diwali, hinduskie święto światła. Z tej okazji w superkarketach znalazły się ładne wiązanki kwiatów, zestawy słodyczy specjalnie na to święto (hindusi także obdarowują sąsiadów), a nawet zestaw do czci bogini Lakshmi.
Lakshi jest patronką pieniędzy i biznesu, więc za 20 funtów można było kupić woskową figurkę, kwiaty, pakuneczki ze słodyczami i kadzidełka. Były też fajerwerki w naszej dzielnicy, ale wyjątkowo spokojne, więc nie było czego oglądać.
Dzisiaj podążamy drogą Celtów, bądź Rzymian i mamy Halloween, mające prawdopodobnie swoje źródło w kulcie pogańskiej Pomony u Celtów, bogini plonów i owoców. Naukowcy upatrują genezy święta w święcie zmarłych Samhain, co znaczy w staroceltyckim "koniec lata".
Halloween stoi u progu jesieni, więc to świetna okazja na Wyspach, by się zabawić i na chwilę odpocząć od przytłaczającej pogody i widma kilku miesięcy chłodu, ciemności i szarości.
Jutro Święto Zmarłych, święto wynalezione w VII roku, mające za zadanie stłamszenia wcześniejszych pogańskich świąt (no bo kto pamięta o Dziadach?). Tutaj, w Wielkiej Brytanii, cmentarze pozostaną bezludne, jak przez cały rok.
A my pewnie pójdziemy w odwiedziny na pobliski grób Williama Blake'a i Daniela Defoe. Myśląc i wspominając Bliskich, którzy odeszli.
A 5 listopada obchodzona będzie Bonfire Night, wspomnienie egzekucji Guya Fawkesa, katolika, który w 1605 roku w słynnym spisku prochowym chciał wysadzić parlament i zabić króla. To święto bardzij symboliczne zwycięstwa anglikanów nad katolikami w Anglii. A zarazem powód do kolejnych fajerwerków i kolejnego popijaństwa.
Tak stojąc trochę z boku, cieszę się z każdego święta. Jak cieszyłem się z hinduskimi sąsiadami, drążyłem dynię, tak jak odwiedzę jutro cmentarz i wzniosę toast z okazji Bonfire Night. Można dużo mówić o komercjalizacji, o wpływach wzajemnych kultur na siebie, wręcz o przenikaniu zwyczajów. Ale chyba najważniejsze, że w każdym z tych świąt inna społeczność znajduje zabawę, spełnienie czy zapomnienie. I pewnie o to chodzi. Przed nami zima, brzydka i smutna, więc radujmy się, każdy jak chce i potrafi.
Ta wiadomość pojawiła się we wszystkich emdiach, także tych polskich: "Drzwi katedry św. Pawła zostały zamknięte pierwszy raz od wojny". Powodem tego epokowego wydarzenia były obawy dziekana katedry związane z bezpieczeństwem budynku, który mógł ucierpieć od rozłożonego przed St. Paul's miasteczka namiotowego. Jak się później okazało - obawy nie mające zupełnie pokrycia w faktach, gdyż ani straż pożarna, ani służby sanitarne nie widziały żadnego zagrożenia.
Kościół anglikański jest określany jako wspólnota Marks & Spencer - miejsce dla co najmniej klasy średniej, jeżeli nie wyższej. Tym ruchem dziekan niechcący potwierdził miejsce wspólnoty w państwie, co w czasach powszechnej biedy i różnic majątkowych szczególnie kłuje w oczy.
Mamy tu też świetny przykład, jak słynnym wytłumaczeniem "zasady BHP" (Health and Safety) można stanąć po czyjejś stornie konfliktu, nie mówiąc tego wprost. Powiedziałbym, że to typowo wyspiarski sposób załatwiania sprawy.
Zamykając drzwi katedra traci ogromne sumy pieniędzy z biletów dla turystów (14,5 funta od osoby), ale z drugiej strony - staje po stronie bankierów, korporacji i bogatych. Niedobrze, zważywszy, że chrześcijaństwo z definicji miało stawać po stronie biednych i ubogich.
Lubiłem chodzić do St. Paul's na niedzielne nabożeństwa, świetnie przygotowane i nabożnie odprawiane. Samo przebywanie w pięknym budynku przy perfekcyjnej muzyce mogło ubogacić nawet takiego agnostyka jak ja. I pewnie za jakiś czas też się tam wybiorę. Ale gdy z ambony padną słowa o tolerancji i równości, uśmiechnę się z niedowierzaniem.






















